wtorek, 25 stycznia 2011

zasłyszane

za moimi plecami siedzi jakas para gołąbeczków
gość rwie laskie ile wlezie, laska pokwikuje radośnie
amant wykonuje rzut za pięć:
- Monika, a wiesz ze w sylwestra najebałem się za jedyne 24 złote?

czaad.

czwartek, 11 listopada 2010

lubię

joga kundalini przez trzy godziny, nie powiem co mnie teraz boli najbardziej ;-)

poniedziałek, 8 listopada 2010

scena nr 1

poranek, długi czas cieżko pracowałam na to, zeby do autobusu nie dobiegac w ostatniej chwili bo to na nerwy zle dziala i od razu tez nasuwa obrazek wiecznie biegającej do autobusu siostry. a ile razy w ciągu dnia ma sie ochote patrzeć na biegnącą siostrę?
ulokowałam sie, wyciagam ksiązkę i przenoszę się do swiata Adama. Do rzeczywistosci przywraca mnie tupot dziesiątek par nózek. podnoszę głowę i widzę jakieś trzy kopy eee tuziny gówniarzy, takich najgorszych, pierwszo lub drugoklasistów. Gnojki wsiadają do autobusu i przestaje sie dawac zyc. Otwierają mi się wszystkie noze w kieszeniach, ze trzy trzony siekier z toreb gotowe mam do chwycenia i odcinania głów. autobus rusza, robi rundkę po petli i jedziemy. pierwsze swiatla po zakręcie, kątem oka widzę ze na chodniku na przeciw mnie stoi chłopiec. Patrzy na odjezdzający autobus, ma mocno opuszczone ramiona w prawej dłoni trzyma worek. Kurcze ze przez tyle lat nic sie w szkolach nie zmienilo, dzieci nadal muszą nosic kapcie w tą i z powrotem. Kopy gnojków zauważają chłopca, w autobusie rozlega się ryk, salwa, zwał jak zwał ale jednak okrutnego śmiechu. Chłopiec na przeciwko to Marek, gówniarze pękają ze smiechu, wyciągniete paluchy wskazują na kolegę który najwyrazniej spóznił się na autobus. Zwolnione tempo: tuziny dzieci zrywają się z siedzen, ci co stoją przyklejają się do szyb, ręce zamieniają się w strzałki wskazujące na spóźnionego chłopca, dzieci przescigają się w wymyslaniu przezwisk przeznaczonych dla spoznialskiego. Drugi kadr: chłopcu stojącemu na chodniku ramona opadają jeszcze niżej, opuszcza głowę, z ręki na ziemię wypada worek.

sobota, 30 października 2010

czekanie

no to sobie teraz trochę poczekam

czwartek, 7 października 2010

proste przyjemnosci

rano zawsze wstaje prawa noga, chcociaz ustawienie lozka mam takie ze powinnam lewą - dzien w dzien
od lewej ręki zaczynam się myc - zawsze
od kilku dobrych dni za kazdym razem zaczynam odczuwac pierwsze zmeczenie o 11.49, wiem bo od kilku dni o tej samej porze odruchowo zerkam na zegarek w komputerze
zawsze kłade torbę w tym samym miejscu - dzien w dzien
kurtke wieszam na tym samym wieszaku, jesli mi go ktos przewiesi do drugiej garderoby na pietrze nie odpuszczam dopoki go nie znajde i zamieniam, moje wierzchnie odzienie zawsze, dzien w dzien, wisi na tym samym wieszaku...
przeraziłam sie bo moglabym wymienic jeszcze dziesiatki takich czynnosci ktore w ciagu dnia, dzien po dniu wykonuje tak samo, to jak rytuał
zaden ze mnie freak ;(

wtorek, 24 sierpnia 2010


nie ma lepiej, jak w sezonie wichur i oberwań dostać Matką Boską w głowę

wtorek, 3 sierpnia 2010

wychodzę Ci ja po drugie sniadanie, wykonuję parę kroków i wpadam na blokadę.
nie moge dojsc do ministra* bo wsciekly tlum plus policja to nie chodnik.
i nagle zalosc mnie ogarnia wielka i kolejny raz przysiegam sobie w glowie ze nawet po makaron ryzowy z paluszkami krabowymi bede szla uzbrojona w aparat. bo nie znasz dnia ani godziny i nie przewidzisz ze kadry zycia  za chwilę będą Cie omijać.
zatem wybaczcie brak nawet podstawowej jakosci fotki, mnie to sie nawet spodobalo bo nikt mnie nie bedzie gonił z krzyzem za upulicznianie wizerunku bez zgody to raz, a dwa ci ludzie nie wygladaja jak ludzie czyi nie reprezentuja ludzi ;-)
*Ministerstwo Kultury

czwartek, 15 lipca 2010

w metrze jest wesoło

takie oto zjawisko, może ktoś będzie umiał wytłumaczyć:
peron metra i sporo ludzi.
metro podjeżdża i 90% potencjalnych pasażerów rusza ruchem posuwistym do przodu, metro wolno podjeżdża i ludzie wolnym krokiem idą przed siebie
o co komon? ze każdy z nich sobie upatrzył fajna miejscówkę w migających wagonach? przecież i tak podjeżdżają zatłoczone, miejsc siedzących nie ma, tłum w środku rozłożony mniej więcej po równo.
od pewnego czasu obserwuję to zjawisko i mam sporą uciechę

piątek, 2 lipca 2010

ile jest wart Twój czas

straszliwie mi się spieszy, siedzę w taksówce i wcale nie chce się spóźnic na ważne spotkanie.
nie ma co poganiać Pana Taksówkarza bo wiadomo, skrzydeł nie dostanie. a więc jedynie wiercę sie z niecierpliwości. na co do mnie pan:
- a co sie pani tak spieszy, przeciez w pracy pani jest

sobota, 26 czerwca 2010

zakochałam się

"windą na szafot"

lepiej nie miec telewizora

telewizor
teleturniej familiada
i pytanie
co kobiety łamią
do odpowiedzi stanela pani i pan
pani: serce
pan: nogę
prowadzacy krytykuje wypowiedz pana: mezczyzni lamia nogi.

piątek, 18 czerwca 2010

lepiej być zdrowym

przepraszam zaraz panią pierdolnę

poniedziałek, 7 czerwca 2010

w kolejce

siedzę i czekam na papier od internisty, przede mną para Koreańczyków, ładnych takich, zrobionych.
drzwi do gabinetu otwierają się, para Koreańczyków się zrywa i zaczyna tłumaczyć lekarzowi, lekarz w drzwiach, Koreańczycy tuż przed jego nosem:
- panie doktorze, my na reprezentację
- ?
- w recepcji powiedzieli ze można mieć reprezentację jak się doktor zgodzi
- ?
- potrzebujemy reprezentacji
- reprezentacja narodowa wasza czy nasza? - lekarz nie wytrzymał
- tak tak! poczekać?
konsultacja reprezentacja ;-)))

środa, 2 czerwca 2010

ambiwalencja

Winda, 7.56, dzisiaj. Tu nastąpi opis elementu garderoby, bez tego ani rusz dalej z komiksem bez rysunków, a zatem: fioletowa bluzka.
Wsiadam do windy, w środku dwie osoby, na oko czteroletnia dziewczynka plus babcia.
- Babciu, a wiesz jaki kolor wychodzi po zmieszaniu niebieskiego z białym?
- niebieski?
- nie, fioletowy – dziewczynka wykonała pełne przeliterowanie, ef i o El e te o wu y, ambiwalencja przymusiła ją jak nic.
Piętro trzecie, drugie, połowa pierwszego to czas grobowej ciszy i szybkich procesów myślowych w głowie dziewczynki.
- babciu, musimy powiedzieć mamie żeby nas lepiej ubierała

sobota, 29 maja 2010

wtorek, 18 maja 2010

dawaj dupę

dogrzebałam się do kilku ton starych zapisów i oto co znalazłam:
siedzę i czekam aż stanie się i w końcu zacznie działać metoda jaką powszechnie stosują wszelkiej maści gabinety lekarskie, czyli: dama przez telefon jeśli zapisała cię na 18.30 to o pacjent o 18.30 wchodzi i załatwia swoje.
w relaksach czekam na swoją kolej bo fanaberia mnie naszła i wykonuję rutynowy przegląd żeby w dobrej kondycji być a nawet w jeszcze lepszej. Przyglądam się ludziom, nie wszyscy jednak w takich samych są relaksach jak ja.
klaps, akcja!
idzie pielęgniarka, młoda, zaczesana w naleśnika, dynamicznym krokiem dociera do gabinetu przed którym czekam, zamaszyscie puka i nie czeka na proszę, wchodzi. Co więcej zostawia uchylone drzwi. słyszę piąte przez dziesiąte, szybko tłumaczy lekarzowi ze dostał dane pacjentki która powinna trafić do gabinetu 25. nie znam się na tym, ale pewnie lekarz kliknął ze ją przyjmnie i zaistniała konieczność aby szybko odkliknął ze jednak jej nie chce, tylko wtedy ten spod 25 będzie mógł zobaczyć dane pacjentki przy której obecnie gmyra. Liczy się czas.
I już już akcja ma mieć pozytywne zakończenie kiedy nagle z głębi gabinetu wydobywa się ryk:
- to się może tak s i o s t r a  sama rozbierze do majtek i wystawi dupę na widok publiczny?!
- najmocniej pana prze....
- daaawaaaj dupę! moja mniej sie liczy?!
przebywającemu w gabinecie panu pacjentowi puściły nerwy, pielęgniareczka wybiegła, lekarz pewnie się spocił przy kojeniu nerwów pacjenta.
poczekalnia dusi się ze smiechu a pod naszymi nogami przebiega jakis iluśletni mały chłopczyk i podśpiewuje: dawaaj dupę daaawaj dupę dawaaaj duuuupę...

poniedziałek, 17 maja 2010

środa, 12 maja 2010

niezły sposób na uniknięcie konfliktów w łóżku ;-)

poniedziałek, 3 maja 2010

na wspak

dzisiaj wpadłam, odwiedziłam, z wizytą byłam
w kamiennicy z lat pięćdziesiątych, pięknej i w niezwykle atrakcyjnym miejscu położonej.
wbiegam dziarsko truchtem bo wychodziło na to że się spóźnię, wbiegam więc do studni i szukam, bo tu A, tam B, deszcz leje więc podejmuję szybką decyzję o nie narażaniu komórki emerytki na reumatyzm tylko po to żeby sprawdzić adres w treści smsa tylko raz dwa szukam.
znajduję właściwą klatkę po szybkim wnioskowaniu co do ilości klatek w studni i na szczęście zapamiętanym numerze mieszkania.
lecę dalej, wyszło mi że docelowy punkt będzie na samej górze, pierwsze piętro drugie piętro, trzecie i czwarte... i jakież było moje zaskoczenie, na samej górze odnalazłam mieszkanie numer... jeden, nastepnie dwa, potem trzy, schodzę piętro niżej, cztery pięć i tak dalej, mieszkania w całej kamiennicy ponumerowane są na odwrót.
czy to ja urwałam się z choinki bo wszystkie budynki postawione tuż po wojnie mają tak na wspak i wszyscy o tym wiedzą poza mną głupią?
Mina gospodarza stojącego w drzwiach i widzącego swojego gościa biegającego po klatce z otwartą paszczą i w zachwytach kazała mi powstrzymać się przed podzieleniem radością z odkrycia. do wyjaśnień dziwnych achów i echów na wejściu doszło dopiero po pierwszej herbatce. co się okazało? to była nowość nie tylko dla mnie ;-)))

niedziela, 2 maja 2010

zgłoszę się bo jakieś trzy lata temu zgubiłam wątek

ogloszenie zawieszone przy wejsciu do mojego osiedlowego samu.

wtorek, 13 kwietnia 2010

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

pozory

po sześciominutowej przebieżce przez centrum Warszawy, z punktu A do punktu B, wpadam do kliniki, prywatnej, cennik z cenami z kosmosu, wpadam i od razu siadam. Nieco ponad sekundę zajęło mi ustalenie czemu zeszłam na zawał w długiej poczekalni bez okien: klima z XX wieku, nie dopatrzyłam się jakiejkolwiek wentylacji, korytarz w mordę bez okien

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

czwartek, 4 marca 2010

nie gmeraj!

http://wyborcza.pl/1,75248,7623683,World_Press_Photo_odbiera_nagrode_za_manipulacje.html
wylicytowałam niemal identyczną lampę, tylko kabelki ma nieco inaczej zorganizowane nie?

środa, 3 marca 2010

zaległa notka

w autobusie pinda ubrana w futro, od stóp do głów plus czapka. Futro kolorowe, kilkadziesiąt zwierząt musiało płakać zanim zdechło, zdechło żeby posłużyc pindzie za futro.
Pinda widać nie stad bo twarz a na niej zmarszczone brwi ma zwrócone w kierunku rozpiski rozkładu jazdy, jej oczy zakładam nadal jednak wpatrują się w inne pary oczu, te na futrze bo głupia zwraca sie do mnie z zapytaniem czy tym autobusem na dworzec na centralny.
hehe jedzie 112, ktos juz zdążył wkrecić ją w ten autobus.
- Niech wysiądzie na przystanku os.potok - mówię i adrenalina mi skacze z tej przyjemności - niech wejdzie na gore, tam ukażą jej się hale dworca centralnego, dosłownie parę kroków stąd, nie nachodzi się
Pinda nawet nie zarejestrowała nieco obrazliwej formy instrukcji, wysiadla i pewna swego poleciala schodami w górę.
oo tak, chociaż takie małe kopnięcie w nie zmarzniętą dupę pindy w futrze.
chwile triumfu i juzz wkładam słuchawki do uszu, zamieram jednak w połowie czynności bo czuję ze ktoś się nade mną nachyla, nieco zza pleców słyszę szept
- to ja jej kazałem wsiąść w ten autobus - odwracam się, patrzę chłopak, usmiechnięty od ucha do ucha, cholera wie w jakim wieku, jedno pewne poziom adrenaliny przez chwile mielismy pewnie calkiem podobny

niedziela, 21 lutego 2010

poniedziałek, 1 lutego 2010

czwartek, 28 stycznia 2010

dzisiaj odwiedził nas policjant
taki ładny, i nowy model munduru miał, nadal w granacie ale za to inne kształty kieszonek i nowy font napisów
i tak pięknie pytał
a ja taka wczorajsza sie pokazałam, makijaz z wczoraj bo chora jestem a i moj strój domowy wygladał na to ze jest chory
a pan piekny policjant sie nie przeraził, pewnie nie jedno juz widział, sam z siebie obiecal ze sie wprowadzi tuz obok :))
albo nie bede czekac i szybko coś spsocę ;)

czwartek, 21 stycznia 2010

później wymyślę tytuł

Moja siostra opowiedziała mi historię
O losach zielonych kaloszy
Zielone kalosze zostały kupione w moim ulubionym sklepie
To ważna informacja ze własnie w takim sklepie
Bo tylko tam własnie kupuje sobie buty
Do tego sklepu nogi zaprowadziły mnie same
Nie bez powodu kolega w romantycznych esemesach całymi latami nazywał mnie Yeti
Bo są różne metody na podryw
A kalosze popękały
To takie błyszczące na wierzchu odeszło od tego co jest już samym butem
Siostra oddała kalosze do reklamacji
I doczekała się odpowiedzi
Odmownej
Uszkodzenie obuwia nastapiło w wyniku wycierania powierzchni buta wilgotną sciereczką

czwartek, 26 listopada 2009

when doves cry



Prince ostatnio rulez
koniecznie z teledyskiem

czwartek, 29 października 2009

historyjka wcale nie o naleśnikach, idę po obiad

do pięknej krajobrazowo zapachowo stołówki, wiem już że pojemnik na wynos właściwie jest żeby umyć i wrócić po kolejne mistrzowskie danie.
wracam więc i trafiam na danie które - jak mnie informuje Pani Fartuszek - nie da się podzielić na pół. a mam potrzebę połowy więc główkuję i wychodzi mi, że Pani Fartuszek musiała mnie nie zrozumieć. naleśniki, dwa w zestawie, zatem rozluźniam się stojąc w kolejce, dwa na pół to jeden i jeden. Odpływam w dywagacje, jeden i jeden to dwa, a co jeśli byłyby trzy naleśniki w standardzie na porcję? Takie trójkąty to fajny figiel.
przy kasie jednak jest mniej wesoło. Szybko wracam z rozważań na temat trójkątów i tercetów do wyczekującej na zamówienie Pani Fartuszek. Muszę podjąć kilka bardzo ważnych dezyzji, widzę po minie kasjerki że właśnie stoję przed życiowym wyborem. ale jest dobrze, pani kasjerka zadaje pytania naprowadzające:
- pół porcji?!
dopytuje czy zamawiam życie na pół gwizdka?
- no pół, naleśnik, jeden z dwóch... - znów mnie przez chwilę nie ma w kolejce: mówi nie myśl o jednym kiedy masz chętkę na drugiego?
- no jeden naleśnik poproszę - ach, jestem taką zdecydowaną wiedzącą czego chce kobietą!
- i w ten pojemnik co trzyma?! - pretensja w głosie każe myśleć o doborze świadczącym o kolejnym życiowym błędzie. i już nie ma tej kobiety co to przed chwilą tu stała. Źle bo potrzeb nie dopasowałam do okoliczności możliwości. I już mi wstyd, ona wie. No taki naleśnik mówię.
- Naleśnik naleśnik, widzi, może mieć naleśnik z kalafiorem albo z serem na słodko
- o nie nie, nie chcę na słodko, miałam ostatnio na słodko
- to chce urozmaicone, mówi że chce z przyprawami, pasuje do pojemnika, cztery pięćdziesiąt
znika na zapleczu, zaplecze widzę, pani od kasy wstaje i zarządza w kuchni, taka to stołówka
widzę też niemałe zamieszanie, dłuższą chwilę trwa zanim dostaję swoje zamówienie
i już wiem
że nie nie tylko ode mnie zależy możliwość najwyższej jakości realizacja zamówienia
a od przyjmującego, nie wystarczy wypowiedzieć potrzebę, trzeba też mieć do czynienia ze chcącym i umiejącym doprecyzować potrzebę słuchającym
dostałam właściwego naleśnika, nawet z sosem chrzanowym, choć jeszcze nie zdążyłam powiedzieć że wolę chrzanowy od koperkowego

wtorek, 20 października 2009

komunikuj się

robię przegląd prasy i dowiaduję się ze panuje oszalała grypa i kolejka do lekarza po horyzont.
statystyki podane przy okazji nie dziwią mnie wcale. Nie dlatego, że październik i jesień, i że ciemno wcześniej i że południe nierówne temperaturze tej wieczornej.
Nie dziwię się wcale, bo:
jadę rano do pracy, obok mnie i za moimi plecami pasażerowie przeziębieni. Najpierw kicha jeden, ciepła śmierdząca fala powietrza dolatuje do mnie sekundę "po", kicha drugi i czuję jak kichnięcie robi gniazdo na mojej głowie, gwałtownie wypchnięte powietrze psuje mi nie tylko fryzurę.
znoszę to dzielnie, nauczyłam się tak układać szalik żeby zasłaniał pół twarzy, kluczowy jest tu nos, od niedawna także w kategorii zagrożone mieszczą się włosy, marzę o powrocie kominiarek do najnowszych krzyków mody. 
Czytelnik już wie, uczestnicy zdarzenia nie zasłaniają gęby, gluty lecą w powietrze jak ta lala, czekam tylko na dowody rzeczowe w postaci śladów na moich okularach na przykład.
Jestem twarda, myślę, nie da się uniknąć, skąd niby wiem, że siedzenie z którego korzystam nie zostało godzinę wcześniej zajęte przez czterotygodniowe nieprane gacie w dżinsach.
Przesiadam się, wysiadam z autobusu i wbijam się w drugie metro (do pierwszego zabrakło mi motywacji, rano nie chce mi się jechać stojąc na jednej nodze).
Szybko orientuję się w otoczeniu i nie czuję się wyjątkowa. Każdy z nas ma gdzieś koło siebie jakiegoś smarka. W tłumie, między innymi, gościówa tuż obok mnie kicha w otwartą dłoń, przeciera wypuszczoną treść palcami i tą samą dłonią chwyta się poręczy tuż przed moim nosem.

środa, 30 września 2009

czwartek, 17 września 2009

czekanie

czekam w państwowym urzędzie, na swoja kolej czekam (progresssss, uczę się, od niedawna wiem, że czasem należy na coś poczekać i że wcale się od tego nie umiera)
na urzędowej ławeczce, obok mnie, siedzą dwie panie, też czekają, widać że mają w tym czekaniu większą wprawę, beztrosko wypowiadają do siebie różne zdania
do jednej z pań dzwoni telefon, pani odbiera, syn pani dzwoni, wyraźnie słyszę podekscytowany chłopięcy głos
Głos chce sprawdzić o której matka wróci do domu. Zdąży wrócić od kolegi, wyłączyć komputer na rzecz otwartej książki, nie mam pojęcia co teraz kręci nastolatków, może spuścić powietrze z dmuchanej lali? Dwoi się i troi, w końcu zawiesza się, ma nadzieję że matka sama się wygada, matka sprytna, syn się zawiesza to i matka się zawiesza.
W końcu dochodzimy do punktu krytycznego:
- mamo, kiedy będziesz w domu?
- prawdopodobnie już jestem!

wtorek, 15 września 2009

Air, 10.12.2009, Arena Ursynów

http://www.muzikanova.pl/imprezy/air-koncert-arena-ursynow-warszawa-12762/



niedziela, 13 września 2009

gdzie nie zajrzysz tam niespodzianka

do tego należy dorzucić kącik miłości, kącik rodziny i co tam jeszcze specjaliści od feng shui zalecą

czwartek, 10 września 2009

wtorek, 1 września 2009

 
krajobraz który od dłuższego czasu jest krajobrazem dla mnie powszednim, wierzę że po finałowym okrążeniu będzie kojarzył mi się ze zwycięstwem.